Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

My, dzieci z dworca Zoo. - streszczenie - strona 15

następnego poranka, drzwi były zamknięte na klucz, nie mogła się wydostać na zewnątrz. Zadzwoniła do Narkonu i dowiedziała się, że Babsi się do nich zgłosiła. Gdy przyszedł ojciec okazało się, że zaplanował Christiane całe życie – „dostałam normalnie godzinowy plan na każdy dzień. Sprzątanie, zakupy karmienie jego gołębi i czyszczenie gołębnika. Ojciec miał gołębnik pod miastem, w Rudow. Miał zamiar kontrolować mnie telefonicznie. Na czas wolny, zorganizował dla mnie moją dawną koleżankę, Katarzynę, prawdziwego dzieciucha, który zachwyca się paradą przebojów w telewizji”. Christiane postanowiła, że na razie będzie go słuchać. Następnego dnia biegała, żeby zdążyć zrobić wszystko przed południem, miała wielką ochotę wyrwać się potem i zapalić jointa. Pieniądze wzięła z butelki, w której ojciec trzymał monety, pomyślała, że potem mu odda. Jednak zamiast jointa ostatecznie wzięła działkę. Spotkała znajomego, który też już ćpał. Do domu wróciła zanim przyszedł ojciec. Nic nie zauważył. Teraz codziennie chodziła po południu do Hasenheide. Paliła haszysz, jeśli ktoś się z nią podzielił. Poznała tam też kasztanów (mówiło się tak na arabów). Handlowali heroiną, a sami tylko wciągali nosem. Uważali, że jak człowiek będzie tylko wciągał, to się nie uzależni. Christiane zauważyła, że kasztany potrafią obchodzić się z narkotykami, nie rzucali się na nie jak Europejczycy. Byli bardzo gościnni, ale tez bardzo dumni, nie wolno ich było o nic prosić, trzeba było sobie po prostu wziąć. Ale nie wolno było także nadużyć ich gościnności.


Christiane coraz bardziej się uzależniała, ale przed ojcem odgrywała nawróconą córkę. Pewnego dnia do Hasenheide przyszedł Detlef. Opowiedział, jak z kumplem obrabowali klienta, żeby mieć pieniądze na odwyk w Paryżu. Bernd już wpadł, ale Detlef był pewien,