Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

My, dzieci z dworca Zoo. - streszczenie

nic nie myślałam”.


Przez pierwszą połowę wakacji Christiane codziennie spotykała się z Detlefem. Kradła, żeby zdobyć pieniądze na działkę. Na drugą połowę miała pojechać do babci na wieś. Z jednej strony bardzo cieszyła się na ten wyjazd, z drugiej, nie wyobrażała sobie trzech tygodni bez Detlefa, „Soundu”. Czuła, jakby rozdzieliła się na dwie osoby. Pisała nawet listy do tej drugiej Christiane. Nazwała ją Vera. Christiane była tą dobrą, która chciała jechać do babci na wakacje i zapomnieć o wszystkim, Vera była narkomanką.


Na wsi Christiane doskonale się czuła. Szybko dogadała się z tamtejszymi dzieciakami, dużo jeździła konno, bawiła się nad strumieniem. W ogóle nie myślała o Detlefie, nie napisała do niego ani razu. Gdy wróciła do Berlina, denerwował ją zgiełk miasta. Na razie nie poszła do Soundu. Tydzień po powrocie, pojechała z klasa na wycieczkę. Po paru dniach, zaczęła się czuć bardzo źle. Okazało się, że ma żółtaczkę. Była to typowa choroba narkomanów, którzy zarażali się przez brudne strzykawki. Trzy tygodnie leżała w szpitalu. Nikt jej nie odwiedzał, nie mogła wychodzić z pokoju. Dostawała listy od mamy i sama do niej pisała, jedynie to ją ratowało. Gdy wróciła do domu, musiała jeszcze jakiś czas leżeć w łóżku. Odwiedził ją Detlef. Christiane przeraziła się, gdy go zobaczyła, zostały z niego tylko skóra i kości. Detlef powiedział jej, że nie chodzi już do „Soundu”, chodził teraz zarabiać na dworzec Zoo. Dziewczyna nie bardzo rozumiała jeszcze, co to znaczy. Przez następne miesiące chodziła do niego na dworzec codziennie po szkole.

On zarabiał na działkę dla siebie i dla niej. W weekendy Christiane nocowała u Axela, przyjaciela Detlefa. Mieszkanie było zupełnie zaniedbane, brudne i śmierdzące. Jednak dla Christiane zawsze było przygotowane