Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

My, dzieci z dworca Zoo. - streszczenie

Zaczęła chodzić codziennie do poradni dla narkomanów. Znów dostała żółtaczkę. Wróciła do domu, mama zawiozła ja do kliniki Stieglitz. Jednak gdy tam usłyszeli, że jest narkomanką, nie chcieli jej przyjąć. Musiała pojechać do szpitala Rudolf Virchow. Po czterech dniach pobytu w szpitalu było już całkiem dobrze, okazało się, że żółtaczka nie jest zakaźna. W tych dniach wypuścili z więzienia Detlefa. Przyszedł do szpitala, od razu pojechali na dworzec i wzięli działkę. Nic się nie zmieniło. Lekarze powiedzieli mamie Christiane, że dziewczyna jest o krok od marskości wątroby. Jeśli nic się nie zmieni, nie pożyje dłużej niż dwa lata.




Christiane zdecydowała się na złoty strzał. Kupiła odpowiednią ilość heroiny i poszła do szaletów na Bundesplatz. Kilku narkomanów już się tam załatwiło, ponieważ były to najlepsze szalety w Berlinie. Dziewczyna była zupełnie spokojna, wstrzyknęła sobie towar w żyłę. Poczuła jak rozrywa jej serce i czaszkę. Obudziła się następnego dnia rano. Pomyślała, że następnym razem musi władować sobie więcej. Na dworcu spotkała Rolfa, teraz on też już ćpał i chodził tam na zarobek. Był załamany, że Detlefa nie ma. Chłopak był na leczeniu. Christiane poszła do niego na noc, bo nie miała gdzie spać. Przez tydzień chodziła codziennie na dworzec, załatwiała kilku klientów, brała działkę, a na noc szła do Rolfa. Po tygodniu wrócił Detlef. Chłopak postanowił się teraz zająć rozprowadzaniem towaru, nie chciał już zarabiać na dworcu. Dostawca płacił im w narkotykach, a towar sprzedawali w dyskotekach. Któregoś dnia, gdy dostawca przyszedł do nich rozliczyć się z towaru, Detlrf po tym jak sobie władował, przestał się ruszać. Christiane przestraszyła się, że nie żyje. Zadzwoniła na policje, powiedziała że jej chłopak przedawkował. Okazało się,