Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

My, dzieci z dworca Zoo. - streszczenie

Nie lubiła Rolfa, bo był bardzo zakochany w Detlefie. Uświadomiła sobie, że dopóki ćpają, Detlef nie jest tylko jej, musi się nim dzielić z klientami. Któregoś dnia, gdy Christiane i Detlef wracali od klienta, każde z działką w kieszeni, nagle na dworzec wysypały się tajniaki. Złapali ich w metrze i zabrali na komisariat. Jednak po odebraniu im towaru i wypisaniu protokołu wypuścili ich. Konsekwencją licznych zatrzymań Christine było to, że musiała się stawić na policji kryminalnej. Poszła razem ze Stellą. Przyjęła ją tam kobieta o nazwisku Schipke, która częstowała ją ciasteczkami, pokazywała zdjęcia narkomanów i pytała, kogo z nich zna. Podpuszczała ciągle Christiane, żeby wsypała znajomych. Później wypuściła Christiane, mówiąc jej na pożegnanie „do zobaczenia”. Wiedziała, że jej przypadek jest beznadziejny.


Około maja 1977 roku Christiane zrozumiała, że ma jeszcze dwie możliwości – władować sobie złoty strzał albo podjąć poważną próbę wyjścia z nałogu. Poszła do poradni dla narkomanów. Dostała adresy „Drogen-Info” i Synanonu. Jednak od razu dowiedziała się, że właściwie nie ma szans, by ją tam przyjęli, bo nie ma miejsc. Christiane postanowiła więc zgłosić się do Narkononu. Była to placówka prowadzona przez sektę Scjentologów, wszyscy mówili, że warunki są tam znośne, można chodzić we własnych ciuchach, a nawet wziąć ze sobą zwierzęta. Gdy przyszła do domu, powiedziała mamie, że idzie na prawdziwy odwyk do Narkononu i będzie tam kilka miesięcy, a może nawet rok, aż wyjdzie całkiem czysta. Matka zdawała się już nie wierzyć. Po kilku dniach odwyku Christiane postanowiła jednak wziąć działkę przed stawieniem się w ośrodku. Załatwiła jednego klienta i wstrzyknęła sobie towar. Wieczorem przyszła mama i kazała Christiane jeszcze tego samego dnia stawić się w Narkononie.